Artkuł w dwumiesięczniku „Psy Rasy myśliwskie” o Chesapeake Bay Retriever

W drugim numerze tego pisma z 2013r. zamieściłem artykuł o Chesapeake. Starałem się opisać cechy tej rasy, przede wszystkim jednak skupiłem się na przedstawieniu szkolenia Ochry oraz mojego młodego psa tej rasy Supermario. Poniżej zamieszczam tekst całego artykułu, mam nadzieję, że kogoś zaciekawi:

Moja przygoda z Chesapeake Bay Retrieverem
Od kilku lat większość wolnego czasu poświęcam psom, głównie rasom myśliwskim. Z racji pracy w leśnictwie psy często przydają mi się też w pracy. Przygodę z psami na poważnie zacząłem z moją labradorką  Joką. Zaskakująco dobre wyniki szkolenia, pierwsze sukcesy na myśliwskich Konkursach Pracy zmotywowały mnie jeszcze bardziej. Chciałem poznawać też inne rasy psów myśliwskich, głównie tropowce i wyżły. Zacząłem szkolić psy.
Wiosną 2012r. otrzymałem propozycję wyszkolenia Chesapeake Bay Retrievera dla myśliwego.
W czasie rozmowy telefonicznej musiałem solidnie wytężyć szare komórki, żeby przypomnieć sobie tą rasę. Moja wiedza o chessy wówczas była więcej niż skromna, taki wyżłowaty aporter z kręconym brązowym włosem, podobno trudny w szkoleniu.
Umówione psy na szkolenie miałem dopiero bliżej wakacji, więc chętnie się zgodziłem, chcąc poznać kuzynkę moich labów, kolejnego przedstawiciela psiej inteligencji, czyli retrievera. Tak trafiła do mnie Snow Queen of Coco, w domu nazywana Ochra, co dokładnie oddawało jej umaszczenie.
Chesapeake Bay Retriever, informacje o rasie.

Jest największym retrieverem, czyli psem aportującym. Jak wszystkie retrievery pochodzi z Ameryki Północnej. Wspólnym przodkiem retrieverów i nowofundlandów jest Pies Świętego Jana.
Ten prototyp wywodzi się najprawdopodobniej  od psów Indian, kojarzonych  z psami rybaków, którzy osiedlili się w Nowej Fundlandii. Psy te ,żyjące w trudnym klimacie, niezmordowanie aportujące w lodowatej wodzie między innymi dorsze, które wypadały rybakom z sieci, zaskarbiły sobie uznanie kolonizatorów. Na początku XIX w zaczęto przewozić je statkami do Anglii. W 1807 r. angielski statek rozbił się w okolicach Zatoki Chesapeake. Za pomoc rozbitkowie zostawili w Ameryce dwa uratowane szczenięta nowofundlanda. Psy okazały się świetnymi, kochającymi wodę aporterami, miejscowi myśliwi chcąc zachować te cechy skrzyżowali je ze swoimi psami myśliwskimi. Chesapeake  jako oficjalna rasa została zatwierdzona w 1918r. w Ameryce. Obecnie według FCI należą do Grupy VIII, Sekcji I – aportery.
Chesapeake jest typowym psem myśliwskim, silnym, inteligentnym, niezmordowanym w pracy. Dzięki przetłuszczaniu wełnianego podszerstka jest odporny na niekorzystne warunki atmosferyczne, chętnie pracuje w lodowatej wodzie.
Szkolenie chesapeake’a Ochry.
Na początku każdego psa trzeba poznać, dać mu czas, żeby zaakceptował mnie jako szefa sfory.  Z reguły trwa to kilka dni. Ochra przyzwyczajała się do mnie ponad tydzień.
Okazała się bardzo dynamicznym psem z totalnym fiołem na punkcie wody.  Na początku nie miałem sposobu, żeby wyciągnąć ją z rzeki czy jeziora. W stadzie (3 moje labradorki i Ochra) długo starała się zdominować pozostałe psy, a dwuletnią Lunę do końca szkolenia próbowała sobie podporządkować. Gdy minęło półtora tygodnia oswajania się ze sobą zaczęliśmy szkolenie, tradycyjnie od apelu. Apel to głównie posłuszeństwo, chodzenie przy nodze bez smyczy, zostawianie psa na kilka minut w pozycji siad lub waruj, przywołanie, zatrzymanie i zakaz oddalania się na znaczne odległości, u mnie to komenda „blisko”.
Ochra to sunia inteligentna i szybko łapała o co mi chodzi. Apel to nauka karności i podporządkowania. Największym problemem było przełamanie się Ochry, że trzeba się słuchać i tyle, bo psy tej rasy mają dużą dozę niezależności. W nauce za dobrze wykonane ćwiczenie nagradzam psa, jednak dla chessy od nagrody ważniejsza jest samodzielność. Mam wrażenie, że sunia zaczęła zgodnie ze mną współpracować, gdy w pełni zaakceptowała mnie jako przewodnika i partnera.
Czytałem, że chessy to psy jednego przewodnika, więc ten etap musiał potrwać długo.
Wyuczone posłuszeństwo zacząłem sprawdzać przy aportowaniu z lądu. Zainteresowanie Ochry aportem, jak przystało na retrievera, było bardzo duże, tylko żeby przynosiła aport od razu do mnie…
Nie do końca pomagało obserwowanie przez Ochrę, jak stylowo aportują moje laby, Joka i Luna. Bardziej przydała mi się wyuczona i utrwalona komenda do mnie (2 krótkie gwizdki). Ochra w czasie treningów zawsze była bardzo „nakręcona”, zwłaszcza gdy trzeba było przynieść kilka aportów.        Próbowałem ją uczyć oddawania aportu w siadzie ale jej bardzo to nie odpowiadało. Momentami widziałem, że pies zaczyna się peszyć, że dotąd świetna wspólna zabawa przestaje się psu podobać. Sunia stała dość cierpliwie trzymając aport w kufie aż go odbiorę i wyślę do dalszej pracy, siadać nie chciała. Cieszyłem się z postępów w jej pracy, tym bardziej, że nie przyszły łatwo, natomiast na doskonalenie oddawania aportu Ochra ma jeszcze czas, to niespełna roczna sunia. Dla mnie i dla właścicieli również, oddawanie aportu w siadzie nie było istotne- ważne, że aportowany ptak trafiał prosto do ręki przewodnika ,a pies, który go przynosił, robił to z wielkim zapałem i szybkością. Aportu w siadzie starałem się nauczyć bo szkolę psy zgodnie z Regulaminem Prób i Konkursów Pracy, a taki aport jest wyżej oceniany.
Moja chessy wykazała się bardzo dobrym markingiem, bez problemu zapamiętywała miejsca upadku kilku aportów. Jedyny problem to chęć podmieniania, czy przyniesienia najlepiej wszystkich  bażantów jednocześnie. Po prostu pies dynamit, który musi zrobić wszystko już, teraz, zaraz.
Uczyłem przywołując ją gwizdkiem do siebie, gdy miała ptaka w kufie, po kilku treningach markingu gwizdek nie był już potrzebny.
W aportowaniu równie ważne, jak zapamiętanie miejsca upadku ptaka, jest umiejętność pracy węchowej psa, żeby go znaleźć. Zarówno na konkursach a jeszcze częściej na prawdziwym polowaniu strzelony bażant czy kaczka, spadają w wysokie trawy, trzciny, często jeszcze wyciekają, więc pies na zestrzale musi wykazać się precyzją i dobrym nosem. Ochra od początku nie miała z tym problemów. Ćwiczyłem z nią również odnajdywanie aportów, których upadku nie widziała. Podkładałem na łące kilka ptaków, królika, ustawiałem się z psem na nawietrznej do tego miejsca. Następnie puszczałem Ochrę kierując w stronę podłożonych aportów. Miło było patrzeć, jak sunia sobie radzi. Gdy wiatr kręcił, sama obiegała, żeby złapać odwiatr zwierzyny.
W międzyczasie starałem się zapanować nad Ochrą w wodzie. To było najtrudniejsze zadanie. Woda sama w sobie była jej żywiołem, walczyła z falami, oszczekiwała i próbowała wyciągać drzewa i gałęzie z rzeki, bo jej przeszkadzały w pływaniu.
Do aportu w wodzie zawsze podpływała, chwilę płynęła z nim i wypluwała. Najpierw wyegzekwowałem przywołanie, gdy była w wodzie. Gdy przychodziła od razu, mogła wrócić do rzeki i dalej szaleć, jeśli musiałem czekać na jej powrót, zabawa w wodzie się kończyła. Złapała dość szybko tą zależność.  
Przyszedł czas na aport z wody. Jeździliśmy nad jeziorko. Nad wodą najpierw trening z posłuszeństwa, jak wszystko robiła dobrze to pływanie. Potem aport na plaży, następnie przy samym brzegu, potem z wody, gdy miała jeszcze grunt, na koniec im dalej na wodę, tym dla mojej chessy lepiej.
Aport z wody ćwiczyłem równolegle z aportem z lądu. Ochra wiedziała, co ma z aportem zrobić, ale na początku pasja pływania często była silniejsza. Każdorazowo, gdy zadania wykonywała dobrze pozwalałem jej poszaleć w wodzie, gdy się wyłamywała, wracaliśmy do domu i z kąpieli nici. Inteligentna chessy szybko załapał o co chodzi.
Wspominałem już, że od retrievera wymaga się umiejętności znalezienia zbarczonego, wyciekającego ptactwa oraz postrzałków zajęcy, królików. Na Konkursach umiejętność tą sprawdza się na włóczkach królika i bażanta. Pies naprowadzony na miejsce zestrzału ma precyzyjnie dolnym wiatrem wypracować około 150-cio metrową włóczkę (ciągniętego po ziemi z wiatrem np. królika), podjąć zwierzynę i zaaportować przewodnikowi.
W szkoleniu retrieverów włóczka często przysparza najwięcej problemów.  Pies musi pracować dolnym wiatrem, wykazać się samodzielnością i precyzją. Nie każdy pies automatycznie skupia się na pracy dolnym wiatrem, często okłada pole nim znajdzie zwierzynę, najtrudniej jest z psami niesamodzielnymi, które niechętnie oddalają się na znaczne odległości od przewodnika, gdy mają jakiś problem oczekują pomocy swojego pana.
Ku mojej wielkiej radości Ochra pierwszą, krótszą włóczkę, którą jej przygotowałem, wykonała dobrze. Tak samo dobrze dolnym wiatrem wypracowała też długie włóczki, mam wrażenie, że dla mojej chessy, im włóczka dłuższa tym lepiej.
Sprawdzałem talenty węchowe chessy na sfarbowanych ścieżkach tropowych dzika. Podobnie jak na włóczkach sunia nie miała problemów. Trenowałem z nią na otoku i na początku ramię mnie bolało od trzymania rzemiennej linki. Na kilku bardzo długich ścieżkach tropowych z małą ilością farby nauczyłem ją pracować zdecydowanie wolniej.
Pierwszy chesapeake na Konkursie Pracy Retrieverów w Polsce.
Po szkoleniu ustaliłem z właścicielami Ochry, że warto by było sprawdzić, czego się nauczyła na pierwszym w 2012r. Konkursie Pracy Retrieverów w Biskupinie. To był pierwszy start psa tej rasy w Polskim Konkursie. Poszło nam bardzo dobrze. Wyszkolona i prowadzona w Konkursie przeze mnie chessy zrobiła wszystko, czego się nauczyła w stu procentach. Zdobyła najwyższy Dyplom I Stopnia z lokatą 5 na 17 startujących psów. Gdybym nauczył ją aportu w siadzie sunia by była pierwsza w Konkursie, bo jedyne punkty, jakie straciła były za aportowanie w pozycji stojącej. Debiut konkursowy Chesapeake Bay Retrievera w Polsce w pełni udany.
W tydzień po Konkursie Ochra miała drugi debiut, tym razem na polowaniu na kaczki.
Polowaliśmy na Mazurach, na małych, porośniętych blisko trzymetrowymi trzcinami jeziorkach. Tam sprawdziła się jeszcze jedna komenda, której chessy nauczyłem. Mianowicie „Dalej” ze wskazaniem kierunku, żeby wysłać psa w trzciny w celu płoszenia i podrywania kaczek.
Co prawda kaczki nas umiejętnie unikały, pozyskaliśmy tylko kilka ptaków, ale właśnie na tym polowaniu mogłem w pełni ocenić pracę chesapeake’a.
Ochra cały dzień buszowała po trzcinach, zapadając się w grząskim terenie. Z ogromnym zapałem brnęła przez bagniska, gdy zwietrzyła kaczki, nie było po niej widać zmęczenia. W jednym z pędzeń poderwały się 20 metrów od niej sarny, jak większość psów z chęcią by za nimi pobiegła, wystarczył jednak  gwizdek i sunia wróciła do pracy.
Mój Supermario.
Po szkoleniu Ochry zapragnąłem mieć swojego psa tej rasy. Szukałem hodowli chesapeake’ów użytkowych i sprawdzonych na konkursach myśliwskich.  Ostatecznie przywiozłem psa Supermario z hodowli Aquamanda z Norwegii. Mój Mario urodził się w lipcu 2012r., po kilku miesiącach spędzonych razem widzę wiele cech wspólnych z Ochrą. Chęć do pracy w wodzie, zimą Mario w wodzie jest pierwszy, przed labradorami. Podobnie jak Ochra jest bardzo dynamiczny, niezmordowany, samodzielny, inteligentny i trochę zaborczy. Niezbyt chętnie oddaje aport, gdy powoli wprowadzam mu komendy porządkowe; np. stój, zostań; wykonuje je patrząc jednocześnie na mnie z wielkim wyrzutem, bo bieganie jest przecież fajniejsze. Bardzo interesuje się bażantami, podrywa ptaki i je obserwuje, ale nie goni (nie pozwalam), węszy zdecydowanie dolnym wiatrem.
Mario jest bardziej posłuszny niż Ochra na początku szkolenia, sądzę jednak, że bardzo duże znaczenie ma fakt, że on od małego jest u mnie i ma tylko jednego i dosyć wymagającego przewodnika.
Mam nadzieję, odpukać, że będzie  z niego pożytek w łowisku i na konkursach.
Myślę, że z dorosłym już psem będę pokazywał się na polowaniach na pióro i dzięki temu rozpropaguję tą rasę w kilku łowiskach.
Podsumowując.
Opisując Chasepeake Bay Retrievera celowo starałem się oprzeć na własnych doświadczeniach a nie na dostępnej literaturze.
Pisze się o nich, że to psy trudne i wymagające w szkoleniu, że wyszkolenie chessy’ego zajmuje tyle czasu, co szkolenie trzech labradorów, ale potem pracują za trzy laby.
Coś w tym jest, ale bez przesady z trudnością w szkoleniu.
Chesapeake to psy silne, dynamiczne, bardzo chętne do pracy. Radzą sobie doskonale w nawet najtrudniejszym terenie czy lodowatej wodzie. Wykazują się dużą samodzielnością i, co za tym idzie, pomysłowością w rozwiązywaniu problemów. Pewność siebie i stanowczość czyni z nich psy nieustraszone z jednej strony, ale i wymagające w szkoleniu z drugiej.
Wymagają od przewodnika zdecydowanego ustalenia hierarchii, konsekwencji w egzekwowaniu wyuczonych komend. Gdy pies zaakceptuje swojego pana, jako szefa, chętnie i szybko się uczy. Najczęściej cały czas będzie próbował wyłamywać się, zwłaszcza z komend hamujących, dlatego konsekwencja ze strony przewodnika jest bardzo ważna.
Trud włożony w wyszkolenie daje nam niezmordowanego aportera, najbardziej docenimy go w czasie mroźnych polowań na kaczki, zimą na bażantach. Powinien dobrze sobie radzić w poszukiwaniach postrzałków, przy czym chessy’ego łatwiej niż laba, jest wyszkolić jako oszczekiwacza.
W polu praca psa wygląda imponująco, jest lekki i szybki a jednocześnie silny i zdecydowany.
Chesapeake Bay Retrievera polecam myśliwym spędzającym dużo czasu w łowisku, mogącym poświęcić psu czas na wybieganie, dużo polującym na pióro. Psa tej rasy trzeba nauczyć posłuszeństwa, aportowanie to jego natura i z tym nie powinno być problemów.
Chessy bardzo przywiązują się do właściciela, w stosunku do obcych są raczej nieufne.
Wyszkolony pies nie przyniesie wstydu swojemu panu, nawet gdy ten będzie pudłował na zbiorówce, przyniesie kaczki strzelone przez kolegów.
Osoby zainteresowane Chesapeake Bay Retrieverem lub ogólnie retrieverami zapraszam do kontaktu.